Mechaniczny wampir wbił sie w wyszukaną wczesniej żyłę. Dziewczyną z fascynacją patrzyła na całą operację. Obserwowała jak maszyna wysysa z niej ten ciemnoczerwony płyn oznaczający życie.
Procedura jest dość prosta. Idzie sie ot tak pod konkretny adres. W zupełnie zwyczajnym budynku w informacji powiadamiają gdzie należy się skierować i wręczają broszurę. W wskazanym wcześniej pokoju wypełniasz kwestionariusz, tj.: ok 30 pytań, i jest się skierowanym na wstępne badania. Jeśli nie ma kolejki 10 minut póżniej delikwent jest posyłany dalej.
Jezz patrzyła na pozostałe osoby w sali. Mechaniczny wampir wbity w jej ramię, miarowo szumiał. Dzisiaj był ten pierwszy raz. Mimo to nie czuła dumy. Jak dla niej była to po prostu kolejna transakcja. Chociaż z jednej strony mogła sobie pozwolić na zdziebka wredny uśmiech. Pozostałe dobrowolne ofiary miały dumnie podniesione choć troszke zszarzałe twarze. "Mechpir", jak je w skrócie nazywano, zapikał i do Jezz podeszła profesjonalnie uśmiechnięta pielęgniarka.
- No i już po wszystkim- zaszczebiotała- Może pani iść do rejestracji po dokumenty-
Pół godziny później Jezz w zadumie spojrzała na ciekłokrystaliczną legitymację 'Honorowego Krwiodawcy'. Dzieki niej miała od teraz liczne ulgi i przywileje. Wiele z nich będzie dla niej jako kupca przydatne. Po chwili na jej twarzy pojawił sie uśmiech. Nie był on złośliwy ani wredny. Był po prostu cieniem złego uśmiechu. Tego po którym jej księgowy wietrzył wyjątkowo korzystny interes. Jezz bawił fakt, że za niedźwiedzią przysługę zyska tak wiele. Miała ona bowiem grupe krwii B - wampiry poza kilkoma ekscentrykami ( czy też jak oni sami twierdzili smakoszami) nienawidziły tej krwii. Więc czekało ją mniej wizyt w Centrum Krwiodawstwa niż innych, a korzyści miała takie same. Zwłaszcza, że dzieki swojemu talentowi wiedziała jak je powiększyć. W przypływie dobrego humoru odezwała się do swojej obstawy reprezentowanej przez dość sporego, umięsnionego i łysego ochroniarza oraz księgowego, zmutowanego szczura cyborga.
- Kochani myślę, że możemy sie przejść do tawerny. Nawet małe zwycięstwa należy oblać.-
Jednak patrząc na to z przyszłości nie wiadomo czy Jezz zrobiłaby to po raz drugi. Niewątpliwie zyskała na tym patrząc ze strony ekonomicznej, ale jednocześnie przysporzyło problemów w pozostałych sferach. No ale nie wybiegajmy tak bardzo do przodu i wróćmy do tamtego dnia.
Nawet niezwykle czujny zawsze Norman nie mogłby wyczuł intruza który od dłuższego obserwował całą trójke. W sumie nie ma jak go o to winić, bo tak długowiecznego i starego wampira prawie nie sposób odróżnić od czowieka. Dlatego Hermes siedział zaledwie kilka metrów od Jazz i nikt go nie wyganiał. Postanowił, że bedzie obserwował tą dziewczynę po tym jak dostał cynk z Centrum o niej. O jej krwii. Musiał być pewny, że przystanie bez większych oporów na jego propozycje.
Jazz nie wypiła więcej niż dwa kufle cedru. Nigdy nie piła więcej. Norman już łykał tabletki trzeźwiące by móc pełnić swoje obowiązki bez zarzutu. Jazz postanowiła zapytać swoje zwierzątko, Eco czy posiada jakieś dane na temat przystojniaka siedzącego w kącie tawerny. "Niestety nie" odparł w jej umyśle szczurek "spróbujemy przez sieć ale to może potrwać". Jazz z Eco łączy telepatyczna więź. Jest to jeden z jej talentów. Inaczej też nie mogłaby go usłyszeć, bowiem on nie mówił. Postanowiła, że dziś znalazła już towarzystwo na noc. W końcu od dawna nikogo nie miała. Jazz ruszyła poderwać przystojniaka.
To nie tak, że ciężko odróżnić wampira od człowieka na Ardenie. Zazwyczaj ludzie od razu rozpoznają wampira. Otacza go bowiem zawsze taka aura inności. Chociaż krążą plotki, że tych najstarszych, pamietających jeszcze barbarzyńskie czasy nie da się ponieważ oni wypili tyle ludzkiej krwii, że stali sie z pozoru ludzcy. Wtedy nawet najbardziej utalentowany magicznie Homo magicus nie będzie w stanie wyczuć zagrożenia.
Hermes przez chwile rozważał czy nie zacząć się ewakuować, gdy obiekt obserwocji ruszył w jego strone. Ale pomyślał, że to niemożliwe by go wyczuła. Nawet przecież nie należała do Stowarzyszenia choć niewątpliwie miała dość praktyczne umiejętności. To znaczy, że jej sie musiał spodobać. Po rozważeniu wszytkich za i przeciw doszedł do wniosku, że los się w końcu uśmiechnął do niego.
- Witaj, nieznajoma- zaczął czarująco -Co cię sprowadza do mojego stolika?-